|
|
Zarys historii szkoły w Kopkach
Na początku warto poświęcić nieco uwagi miejscowości, w której znajduje się szkoła - bohaterka
przedstawionej tu historii.
Otóż wydawałoby się, że wieś jak wieś, jak innych wiele, a jednak. Kopki położone są na lewym
brzegu Sanu, ok. 60 km od miejsca, gdzie San wpada do Wisły, na trasie Stalowa Wola - Przemyśl i Biłgoraj - Rzeszów,
a więc w okolicy skrzyżowania ważnych dróg.
Dzisiaj ulicami Kopek ludzie nie tyko chodzą pieszo, czy jeżdżą rowerami, ale poruszają się samochodami;
pełno na drogach ciężarówek, traktorami różnych maszyn rolniczych. Ulice wiją się między domami murowanymi, obszernymi, wygodnymi.
W takiej wsi żyją potomkowie ludu słowiańskiego osiadłego na tych terenach już w VIII w p.n.e.,
a może i wcześniej. W każdym bądź razie z tego okresu pochodzą znalezione na terenie Kopek urny z prochami zmarłych,
a także różne ozdoby z brązu oraz noże i miecze. Orzekli o tym uczeni polscy i francuscy. Zbadali oni te przedmioty
w okresie międzywojennym. W 1929r. kierownik tutejszej szkoły Ludwik Ziemba odkrył w Kopkach stare cmentarzysko. Powiadomił o tym
Akademię Krakowską, która na miejsce przysłała ekspertów. Oni to z pomocą ekspertów francuskich orzekli, że bez wątpienia w VIII
w p.n.e. zamieszkiwali tu Słowianie, którzy czcili słońce.
Przez Kopki przebiegał szlak bursztynowy ciągnący się od wyspy Wolin aż po Konstantynopol.
Epokę chrześcijańską najprawdopodobniej rozpoczął ogólny chrzest w Sanie za Mieszka I. Były tu
bardzo dogodne miejsca do kąpieli, które nazywano "kopkami". Jest to jedna z wersji pochodzenia nazwy "Kopki". Druga wersja to tłumaczenie
nazwy "Kopki" od kształtu domostw podobnych do kop siana, które to domostwa budowali nasi przodkowie.
Obywali się oni przez długie lata bez szkoły, ale przecież skoro ona dzisiaj istnieje, to musi mieć swój początek.
Był rok 1876 - kilkanaście lat po powstaniu styczniowym. Wtedy powstała czteroklasowa szkoła ludowa, której
pierwszym kierownikiem był Julian Pasieka. Pierwsza szkołą mieściła się w drewnianym budynku przy ul. Zagrody, w miejscu,
gdzie obecnie znajduje się dom strażaka i biblioteka. Nauka odbywała się w niej do wybuchu II wojny światowej. W budynku tym było
również mieszkanie nauczyciela i kancelaria. Szczupłość tego pomieszczenia sprawiła, że dzieci uczyły się również w domach prywatnych.
Starsi mieszkańcy Kopek pamiętają naukę w domach: u Konika róg ul. Zagrody i Kąty; u Wojtasia na ul. Kąty,
gdzie obecnie mieszka Tadeusz Konior; u Frąca Eugeniusza oraz u Sagana na Podborzu, gdzie teraz jest dom Bronisława Barana.
Nauczyciele również mieszkali w wynajętych domach prywatnych. Nauka odbywała się w o wiele trudniejszych warunkach niż dzisiaj.
Nie było elektryczności. Musiała wystarczyć lampa naftowa zarówno nauczycielowi jak i uczniowi, a i to używana oszczędnie.
Uczniowie używali do pisania tabliczek i rysików, dopiero potem atramentu, który plamił i robił kleksy. Ławki były długie, ciężkie
i zasiadało w nich po czworo, a czasem pięcioro uczniów. Rano przed ósmą i po przerwach wzywała na lekcję sygnaturka na
sznurku.
Nauczyciele byli surowi i surowość tę często okazywali wymierzaniem kar cielesnych, zwyczajnym biciem;
im uczeń bardziej tępy, tym więcej dostawał rózeg. Tak pojmowano sprawiedliwość pedagogiczną, ale czasy się te odeszły na szczęście do historii.
Wszyscy dawni uczniowie zgodnie twierdzą, że najchętniej bił pan Ziemba.
Uczniowie uczęszczali do szkoły tak długo, na jak długo pozwalali im rodzice. Czasami naukę przerywało dziecku
oddanie go na służbę, czasami zajęcia w gospodarstwie rodziców lub brak butów w ziemie. Są takie zapisy w starych arkuszach
ocen zwanych katalogami: "nie promowany, nie miał bucików, więc nie uczęszczał na zajęcia". Niektórzy jednak kończyli szkołę i kontynuowali
naukę w szkołach średnich i wyższych. Przeważnie uczęszczali do Seminarium Nauczycielskiego i Szkoły Rzemiosł w Rudniku,
a kilku chłopców do Szkoły Podoficerskiej dla Małoletnich w Nisku.
W Kopkach mieszkało kilka rodzin żydowskich i dzieci z tych rodzin uczęszczały tu do szkoły,
a z zapisków w dokumentacji szkolnej wynika, że odznaczały się pilnością. Za pilność wystawiano ocenę i mogła być ona:
wytrwała, dobra, dość dobra lub mała. Obyczaje mogły być: chwalebne, dobre, dość dobre lub naganne, postęp od bardzo dobrego
do niedostatecznego, a porządek zewnętrzny: wzorowy, dobry, niejednostajny lub naganny.
Przed I wojną światową kierownikiem szkoły był Piotr Pasieka, który przybył do Kopek z Sokołowa.
Być może był krewnym pierwszego kierownika Juliana Pasieki. Uczyła też wtedy Helena Węgrzynówna.
Po I wojnie światowej szkołą kierował Baumberger i uczył wraz ze swoją żoną Henryką. Niektórzy
pamiętają jak pan Baumberger jeździł bryczką. Prawdopodobnie pochodził z Węgier. Po 5 latach pracy w Kopkach został
przeniesiony do Jeżowego, a na jego miejsce przyszedł z Jeżowego Ludwik Ziemba, który właśnie odkrył cmentarzysko, o czym już
wspomniano.
W "Spisie szkół i nauczycieli" dla województw lwowskiego, stanisławowskiego i tarnopolskiego,
wydanym we Lwowie w 1929r. na stronach 80-82 wykazano szkoły i nauczycieli w powiecie niżańskim. Kopki były wtedy szkołą
3-klasową. Kierownikiem szkoły był w owym czasie wspomniany już Ludwik Ziemba ur. w 1881r., a nauczycielkami dwie młode
wtedy dziewczyny Helena Decówna ur. w 1889r. i Stefan Łużecka ur. w 1902r. Przy okazji wspomnieć można, że
w Rudniku była wtedy 7-klasowa szkoła. Kierownikiem był Bogusław Zygmunt Górski, katechetą ks. Jan Wacławski; wymieniane też są
takie nazwiska nauczycieli: Eugenia Rubinówna, Stanisława z Schifferów Polańska, Władysław Polański, Adolf Koszałka, Maria z Dzikowskich
Flakowa, Maria Boryczkówna, Stanisław Sztaba, Janina Gryniewicz.
Następcą Ludwika Ziemby został Antoni Ładoś, który był uprzednio nauczycielem w Kopkach. Antoniego Ładosia
zapamiętano jako miłośnika sportu i śpiewu. Starsi mieszkańcy Kopek wspominając swoje szkolne lata, mówią o tym, jak maszerowali
drogą przez wieś pod opieką pana Ładosia i śpiewali jego ulubioną pieśń "Dalej bracia do Bułata", a potężny głos nauczyciela
rozlegał się daleko. Uczył wtedy w Kopeckiej szkole pani Wcisówna, pani Sodomora i Rzepielowa dawna Decówna.
Około 1934r. na kierownicze stanowisko przyszedł do Kopek Jan Kwieciński. Przywędrował tu z ziem białoruskich, a był do samej
wojny. Jest to osoba bardzo chętnie wspominana przez mieszkańców Kopek. Chór szkolny prowadzony przez niego zajął I miejsce w powiecie.
Z jego inicjatywy wybudowany został budynek szkolny, w którym do dzisiaj uczą się prawnuki tych, którzy budowali tę szkołę.
Sołtysem był wtedy Ludwik Sagan. Decyzja o budowie szkoły zapadła na zebraniu na początku 1935r. Najpierw
zbudowano na błoniach cegielnię, aby własnymi siłami wyprodukować cegłę, a potem również własnymi siłami wybudowano szkołę.
Kamień węgielny poświęcił ówczesny proboszcz parafii Kopki ks. Franciszek Żuk rodem z Borysławia. Wtedy to wmurowano pamiątkową
butelkę z zawartością nazwisk miejscowych osobistości, monet i innych drobnych przedmiotów. Znajduje się to w ścianie od strony
błonia po prawej stronie okna, patrząc od dolnej krawędzi tego okna.
Rozpoczęcie budowy szkoły było wielką ucztą. Urządzono festyn, na który zaproszono dawnego kierownika szkoły
Antoniego Pasiekę, a także nauczycieli z okolicznych szkół.
Budowa szkoły była wtedy morderczą wprost pracą. Nie było prądu, brak sprzętu usprawniającego pracę. Prawie wszyscy mieszkańcy włączyli
się do pracy: mężczyźni, kobiety i większe dzieci. Ustalono, że kto ma konia jednego przywiezie 1,5 tys. Cegieł, a kto ma
dwa konie to 3 tysiące. Szkoła stanęła w 1939r., ale nie była wykończona. Wybuchła wojna, w czasie której zginął jako żołnierz
kierownik Jan Kwieciński i wielu innych przeważnie młodych chłopców z Kopek. Do wsi weszli Niemcy i zakwaterowali się
w nowo wybudowanej szkole, cokolwiek ją usprawniając, aby mogli w niej przebywać.
W czasie okupacji jak wszędzie uczono konspiracyjnie w domach prywatnych.
Po wojnie kierownikiem szkoły został Michał Sławomierski, który chociaż rodem z Kopek, przyszedł
tu z Rawicza. Był kilka lat, a po nim nastał Michał Pająk również rodak Kopecki, a przybyły ze Szczecinka. Przybył
z żoną Wandą i dwoma małymi synami Andrzejem i Wojciechem. Po kilku latach właśnie Wanda Pająk została kierownikiem szkoły.
W tych pierwszych latach po wojnie uczyli tu nauczyciele: Sieczkówna, Urbanówna i Stanisław Pieczykolan. Na początku lat
sześćdziesiątych dołączyli do grona Zofia Jakubiec, Stanisława Seltenreich, Władysław Seltenreich, Renata Dymińska (potem Zygmunt),
Kazimierz Socha obecny dyrektor tzw. Szkoły specjalnej w Rudniku, a nieco później Lucyna Chylińska. Były to czasy kiedy
nauczyciel miał po 36 godzin lekcyjnych tygodniowo (potem stopniowo wymiar zmniejszano), nie miał wolnych sobót i mógł się
spodziewać przydziału każdego przedmiotu. Do szkoły jednak ciągnęło tak nauczycieli jak i uczniów. Szkoła w wiejskim środowisku
była najczęściej jedyną atrakcją. W latach pięćdziesiątych wieś zelektryfikowano, a w sześćdziesiątych na miejscu dawnej
szkoły drewnianej wybudowano świetlicę wiejską.
W szkole pojawiło się radio, a potem telewizor. Klasa na dole, gdzie stało to - jak na tamte
czasy - oryginalne cudo, stała się miejscem zebrań wszystkich mieszkańców różnego wieku.
Na co dzień szkoła żyła oprócz zwykłej nauki, próbami różnych kółek artystycznych i zbiórek harcerskich.
Dużo czasu pracy harcerskiej poświęciła pani Wanda Pająk, a potem Lucyna Chylińska i Kazimierz Socha. Za kierownictwa Wandy Pająk
istniało kółko taneczne, które z wielkim powodzeniem prowadziła nauczycielka Renata Dymińska (potem Zygmunt). Tanecznikom na
skrzypcach przygrywał pan Michał Pająk.
Grono nauczycielskie żyło wtedy jak rodzina.
Rok szkolny 1963/64 był ostatnim rokiem podstawowej szkoły siedmioklasowej. Zaczynała się era ośmioklasowej, która trwa do dzisiaj.
Od 1 września 1965r. Wanda Pająk została powołana na stanowisko kierownika szkoły w Nisku.
Na jej miejsce do Kopek przyszedł z Kurzyny Henryk Kozdra - biolog z żoną Marią - matematyczką. Zarówno wcześniej Pająkowie
jak teraz Kozdrowie zamieszkali w budynku szkolnym. Na mieszkanie nauczycielskie przeznaczono 3 pomieszczenia z oddzielnym
wejściem od podwórza. Zajęcia lekcyjne odbywały się w 5 salach w 2 na parterze i w 3 na piętrze, gdzie
też był pokój nauczycielski razem z kancelarią. Tam też spotykali się czasie przerw wszyscy nauczyciele i AK jest do dzisiaj
poza tym, że obecnie gabinet dyrektora znajduje się w oddzielnym pomieszczeniu.
Wraz z wprowadzeniem do szkół podstawowych ósmej klasy, a potem tzw. "zerówki" i stopniowym
obniżaniem godzin etatowych do szkoły przybywało nauczycieli. Niektórzy przychodzili na krótko, inni zostawali. Najdłużej bo od
1 września 1963r. do chwili obecnej (już na emeryturze) związała się z Kopkami Lucyna Chylińska.
Pozostały też na stałe nauczycielki: Mieczysława Chwiej, Florentyna Rudnicka a także małżeństwo Seltenreichów Stanisława i Władysław.
Za czasów Henryka Kozdry wybudowano dom nauczyciela dla 2 rodzin nauczycielskich. Obecnie parter zamieszkuje Lucyna Chylińska
z rodziną, a na piętrze odbywają się zajęcia oddziału przedszkolnego.
W 1974r. małżeństwo Kozdrowie odeszli do Dąbrówki, a na stanowisko dyrektora szkoły (od 1971r. zmieniono
nazwę funkcji) powołana została Janina Górska (potem Pająk) i pełniła tę funkcję przez 8 lat. Uczyła matematyki. W latach
1982-1991 dyrektorem szkoły była Lucyna Chylińska - aż do odejścia na emeryturę. Byli wtedy wspaniali nauczyciele i należy wymienić
przynajmniej tych, którzy zatrzymali się tu na dłużej. A oto oni: Danuta Szast, Wanda Machowska, Teresa Rudnicka, Maria Kozub
(z domu Zygmunt), Marzena Grzybowska, państwo Zygmuntowie Eugenia i Jan, Mirosław Krawiec, Helena Dudzińska. Tworzyli oni
wspaniałą atmosferę, byli bardzo związani z uczniami, żyli życiem szkoły i nie spieszyli się do domów, chociaż mieli udane
życie rodzinne.
W okresie tym szkoła była ośrodkiem kultury. Zaprzyjaźniła się z Jednostką Wojskową w Nisku. Opiekunem i przyjacielem
naszej szkoły stał się Andrzej Puk, wtedy chorąży, dzisiaj po awansie, nie wiemy, w jakiej randze. Pod koniec lat osiemdziesiątych
pan Andrzej został przeniesiony z Niska do Krakowa. Dzięki niemu uczniowie nasi w latach osiemdziesiątych wielokrotnie wyjeżdżali
na wycieczki do Krakowa, Warszawy, Modlina, w Bieszczady, do Zamościa i do innych miejscowości płacąc niewielkie sumy. Często
gościliśmy u siebie w szkole p. A. Puka z żołnierzami czynnej służby.
Uczniowie nasi występowali wtedy z programem artystycznym, a czasem występowali u nas żołnierze z JW. w Nisku.
Uczniowie naszej szkoły odwiedzali taż żołnierzy w ich jednostce. Byli tam przyjmowani bardzo przyjaźnie, podejmowani żołnierskim
obiadem, zwiedzali to co jest dostępne dla cywili. W ogóle w okresie tym było bardzo bogate życie kulturalne uczniów: występy
artystyczne, podejmowanie w szkole artystów tej miary co nieżyjący już aktor Zdzisław Kozień, August Kowalczyk, Anita Dymszówna
i inni; wyjazdy do kina i inne imprezy.
Uczniowie nasi byli bardzo chwaleni za właściwe zachowanie się w czasie takich imprez.
Po odejściu na emeryturę Lucyny Chylińskiej dyrektorem szkoły została Danuta Szast - nauczycielka tutejszej
szkoły i rodowita kocczanka. Była ona uczennicą L. Chylińskiej, a później - jak wspominano - nauczycielką w Kopkach.
Odchodząca na emeryturę dyrektorka dobrze więc znała walory osobiste i pedagogiczne p. Danuty Szast i widziała w niej
osobę pożądaną na stanowisku dyrektora szkoły, uparcie przekonując ją, aby zgodziła się przyjąć tę funkcję.
P. Danuta Szast z początku nie wyrażała zgody, potem wahała się, a gorąco namawiana wyraziła zgodę na kandydowanie
i w tajnym głosowaniu uzyskała aprobatę wszystkich członków rady pedagogicznej oraz została zaakceptowana przez kuratorium.
Okazała się bardzo dobrym dyrektorem i wykazała się przede wszystkim jako przedsiębiorczy gospodarz. Dzięki niej, dzięki jej
staraniom i zabiegom nastąpił przełom w warunkach lokalowych - znacznie podwyższył się standard budynku szkolnego.
Dyr. Danuta Szast nie zaniedbywała swych obowiązków pedagogicznych, a jednocześnie zaangażowała siebie, swoją rodzinę, radę
pedagogiczną i komitet rodzicielski w działania na rzecz poprawy warunków pracy zarówno uczniów jak i nauczycieli.
A było co poprawiać. Wiek XX wchodził w swe ostatnie dziesięciolecie, a tu w szkole piece węglowe a woda
w studni, ustępy w rogu boiska. To należy już do historii. Doprowadzono wodę, zainstalowano centralne ogrzewanie na gaz,
wygospodarowano pomieszczenia na ubikacje dla nauczycieli i uczniów. Szkoła stała się o wiele wygodniejszym miejscem pracy i nauki.
Dużą pomoc otrzymała dyr. D. Szast od burmistrza Benedykta Cebuli, który urodził się w Kopkach, tu chodził do szkoły i nie
zapomniał o niej, wtedy, gdy mógł przyczynić się do jej dobra. Dyr. Szast miała piękne plany przyszłej swej pracy, ale w pewnym
momencie postanowiła zrezygnować ze stanowiska. Studia zaoczne, troje dzieci w wieku szkolnym, dom i szkoła to rzeczywiście bardzo
duże obciążenie dla jednej kobiety, zwłaszcza takiej, która wszystko chce zrobić jak najlepiej. Odeszła ze stanowiska na własną prośbę, ale
pozostała w szkole.
Na szczęście dyrektorem szkoły, następcą p. D. Szast został również wysokiej klasy pedagog
i gospodarz pan mgr Ryszard Binkowski. Uprzednio był nauczycielem fizyki w szkole średniej w Stalowej Woli.
Mieszkał i mieszka w Rudniku. Dyrektor R. Binkowski jest w Kopkach dopiero drugi rok od września 1996r. ale zdziałał
więcej niż niejeden przez wiele lat. Nie zmarnował osiągnięć swojej poprzedniczki. Wciąż planuje i myśli o szkole, starając się,
aby była bardziej funkcjonalna i estetyczna. Szkoła nabrała blasku. Jest bardzo przyjemnym przybytkiem nauki. W klasach czysto,
dużo nowego sprzętu, w ubikacjach i klasowych kącikach z kranikami kafelki.
Pan dyrektor planuje wymianę podłóg, chociaż wciąż brakuje pieniędzy. Chciałby też rozbudować szkołę i oby
mu się to udało.
W szkole - chociaż bardzo zadbana - jest ciasno. Staraniem dyr. Binkowskiego przystosowano piętro domu nauczyciela do zajęć oddziału
przedszkolnego, ale to jest niewielkie pomieszczenie i może służyć tymczasowo. Tak więc rozbudowa szkoły jest konieczna, ale realia są
takie, że nie można przewidzieć, kiedy to nastąpi.
Dzieje Szkoły Podstawowej w Kopkach przedstawiono tu do kwietnia 1998r. Jest to tylko zarys historii szkoły.
Napisała Lucyna Chylińska na prośbę dyr. Szkoły Ryszarda Binkowskiego, opierając się na dostępnej dokumentacji archiwalnej, własnej
pamięci, a także na przeprowadzonych wywiadach ze starszymi mieszkańcami Kopek. Najwięcej wiadomości przekazali pp. Stefania
i Tadeusz Wojtasiowie.
|
|